
Radość o poranku; Wyspa (fragment); Samba życia; Kiedy księżyc jest w nowiu; Samba na jedną nutę; Stoisz w kolejce po moje serce; Źródło; Popołudnie; Samba przed rozstaniem; Wołanie Eurydyki; Trzeba marzyć; Samba trawy; Samba w południe; Rozmyślania na dworcu (fragment); Po karnawale; Pamiętajcie o ogrodach
Muzycy: Hanna Banaszak, śpiew; Agnieszka Kaszuba, wiolonczela; Piotr Kałużny, fortepian; Jarosław Chmielewski, gitary; Jerzy Małek, trąbka; Andrzej Mazurek, instr. perkusyjne; Jakub Persona, perkusja; Piotr Wiśniewski, gitara basowa, kontrabas; Jacek Skowroński, fortepian
Hanna Banaszak, niegdyś bardzo blisko współpracująca z Jonaszem Koftą, postanowiła upamiętnić mijającą właśnie dwudziestą rocznicę śmierci poety płytą zawierającą piosenki napisane do jego tekstów. To najlepsza rzecz, jaką można było zrobić! Niektóre z tych piosenek były bardzo popularne, i choć trudno być może uznać je za przeboje w dzisiejszym rozumieniu tego słowa – dla tych, którzy je kiedyś lubili, są po prostu niezapomniane (jak np. Samba przed rozstaniem).
I tu pojawia się kłopot. Ponieważ piosenki są znane, oczywiście jesteśmy już mocno przyzwyczajeni do starej wersji. A ponieważ nie ma sensu nagrywać znów podobnie, aranżer stara się zmienić brzmienie, a znów dalekie odejście od pierwowzoru grozi zmianą charakteru kompozycji, który właśnie kiedyś polubiliśmy. Piosenki do tekstów Kofty pojawiające się na festiwalach były opracowywane na orkiestrę i czasem trudno dziś wzbogacić takie brzmienie. Nie zawsze sprawdzają się też nowe możliwości, jakie daje współczesne studio. Tutaj na przykład zupełnie nie przekonują mnie techniczne zabiegi polegające na zwielokrotnieniu (może drugim nałożeniu unisono?) głosu.
Z pewnością próbie przypomnienia tych piosenek należy przyklasnąć. Płyta jest starannie zakomponowana, znajdują się na niej dwie nowe (!) piosenki do tekstów nie wykorzystanych przed dwudziestu laty. Jedną z nich napisał Piotr Kałużny, który jest też autorem większości aranżacji (i gra jeszcze na fortepianie). Świetne są niektóre chórki nagrane przez samą Hannę Banaszak (nie bez powodu przez niektórych uważaną za jedną z najlepszych polskich wokalistek jazzowych). Między piosenkami dodane są też trzy krótkie fragmenty poezji przez nią deklamowanej. Niech nas nie zwiedzie często używane w tytułach słowo samba; większość utworów to raczej powolne, nastrojowe bossa novy. Warto odnotować udział świetnego trębacza Jerzego Małka i kilka jego pięknych solówek.
Autor recenzji: Ryszard Borowski